Tutaj szczególnie podoba mi się to, że praktycznie nikt tego nie czyta. Ale jednak świadomość tego, że to co piszę staje się częścią historii świata sprawia, że wolę napisać coś tu niż w zeszycie. Pragnienie ujawnienia się, ale tylko obcym osobom. Niestety dzisiaj już niemożliwym niemalże jest oddzielenie znajomych od obcych.
A ja tonę, tonę już od roku, zamiast raz a dobrze się spalić. Nie jest łatwo umierać tyle razy, można mieć naprawdę dosyć. Ale umieranie - w przeciwieństwie do większości zjawisk - ma tą szczególną cechę, że nigdy się nie nudzi, nie przechodzi do porządku dziennego i pierwszy raz nie jest ani lepszy ani gorszy od następnych. Nie ma nic szczególnego w pierwszym razie.
Mój mały robaczek został porwany przez piękną i sympatyczną w dodatku sikorkę (zabawne, że moje palce tak ułożyły się na klawiaturze, że napisałam pierwotnie sukorkę - ale naprawdę - niecelowo). Czy wciąż się kiszą w gniazdku czy nie - tego nie wiem, ale wiem, że mój robaczek za mną nie tęskni, bo zabawa była przednia, a nawet jeśli już się skończyła to stan jak po amfetaminie się utrzymuje, pracuje się przyjemniej i w brzuchu coś skręca. "Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Przecież ci mówiłem, że nie wiem". Wiem, że nigdy mi nie powiesz i właściwie się nie dziwię.
Pozdrów sikorkę robaczku.
poniedziałek, 14 lipca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz