piątek, 15 lutego 2008

Paczka od babci

Żyje.
Powiedziałam, że dziś o 12 zadzwonię do Marcina i może akurat się uda. Rzeczywiście, był i żył, i rozwalony telefon ma i ma do mnie pretensje o to, że nie ma czasu, bo cały czas pracuje.
A więc trudno. Może uda mi się powiedzieć mu, by wyszedł po mnie na dworzec w niedziele, choć myślę, że może być tak, że powie: "Nie mam czasu, cały tydzień pracuję, chcę choć w weekend odpocząć, jestem umówiony, akurat miałem wtedy coś załatwić, obiecałem, sorry, nie mogę, przecież możesz sama wrócisz, masz aż tak ciężką torbę?, chyba nie [...]".
Ale i tak zapytam.
Dziś piątek, na pewno będzie się dobrze bawił na mieście i jutro też. Pewnie paczka od babci już przyszła, więc chyba ma co jeść. Zresztą myślę, że dostał wypłatę, więc chyba jakoś sobie radzi...
A ja zostaje tu jeszcze 2 dni.
Jest cisza, śnieg i słońce. W domu ja, Filemon i mama, która śpi. Nie gra muzyka ani telewizor. Naprawdę świat wygląda dziś ładnie, chociaż rzeczywiście wolę wiosnę, i wcale nie chciałam nawrotu zimy.

Brak komentarzy: